Skip to content

Już mam tego dość!

Dzisiejszy wpis będzie zupełnie inny niż wszystkie. Muszę się podzielić tym co siedzi mi w głowie a z rowerem ma niewiele wspólnego. Pora powiedzieć o tym głośno, bo póki nikt nic nie mówi to znaczy że jest wszystko dobrze. A tak wcale nie jest. I chyba (na szczęście) coraz więcej osób na swój sposób zaczyna to okazywać. Dzisiaj napiszę o ogólnym społecznym przyzwoleniu jakie przez wiele lat dawaliśmy sobie wzajemnie. Tak – taka jest prawda, że każdy z nas (w tym ja) to robiliśmy i nadal robimy. Mowa o przyzwoleniu na zachowania, które doprowadziły do absurdu, którego nie da się nie zauważyć. A mowa o absurdach jakie mają miejsce każdego dnia na naszych polskich drogach.

Zanim przejdę do konkretów dodam, że wpis nie będzie dotyczył wojny między kierowcami i rowerzystami. Nie będę też starał się tłumaczyć czegoś na wzór „dlaczego kolarze nie jeżdżą drogami dla rowerów”. Nie – ten wpis nie jest o tym. Moim zdaniem ten wpis powinien przeczytać każdy, kto uczestniczy w ruchu drogowym bez względu na środek czy rodzaj transportu jakim się porusza.

Problem pierwszy – jestem cwaniakiem

Ponad literą prawa najważniejsze jest to, że jako Polak muszę być cwaniakiem. Muszę udowodnić temu drugiemu, że ja potrafię lepiej kombinować. Dzięki temu będę czuł się bardziej dowartościowany. Zapominam w tym wszystkim o innych ludziach, bo liczy się przecież moje „JA”, moje cholerne ego. Zapominam o tych ludziach, którzy też chcą żyć na tym świecie. Każdy na swój sposób chce pchać swój wózek do przodu. I kiedy zaczynam cwaniakować, ten jego wózek mi przeszkadza, więc po prostu spycham go na bok – bo tak najłatwiej!

Następstwo cwaniactwa – nadmierna prędkość

Taaaak, czekałem na ten punkt. Bo prędkość jest super! Dzięki niej wzrasta stężenie adrenaliny w naszej krwi. To jest jak uzależnienie – z czasem chcę więcej. Następstwem cwaniactwa i chęci jechania szybciej jest to, że zrobię wszystko aby udowodnić iż tam nie ma ograniczenia prędkości. Znajdę na to dziesięć wymówek i tłumaczeń aby ostatecznie nie zrozumieć, że swoim zachowaniem narażam na utratę zdrowia a nawet życia innych uczestników ruchu drogowego.

Sytuacja z życia wzięta: jadę w strefie ograniczenia ruchu do 30 km/h. Pozwalam sobie nieznacznie przekroczyć tą prędkość (na tzw. „błąd licznika” – bo przecież jestem cwaniakiem) – na liczniku prawie „czterdziestka”. Nagle do zderzaka dojeżdża inny kierowca i zaczyna zastanawiać się co ja odwalam. Czemu ja tak wolno jadę. Nie wytrzymuje i zaczyna zwracać mi uwagę klaksonem. Pomyślałem wtedy: chyba mu się nie podoba że jadę za szybko (pewnie niedaleko tej drogi bawi się jego dziecko). Zwolniłem więc do 30 km/h. A on dalej trąbi! No to ile ja mam jechać w końcu?

Temat prędkości jest jak rzeka a przykładów można by mnożyć – choćby z polskich autostrad czy dróg ekspresowych. A skoro o nich mowa…

Brak wyobraźni przysłonięta chęcią jechania szybciej

I to jest widoczne zwłaszcza na drogach ekspresowych i autostradach. W komentarzach różnych filmów czy artykułów ciągle się przewijają teksty: „Lewy pas jest tylko do wyprzedzania”. „Lewy pas to nie kółko różańcowe”. Noż cholera jasna mnie bierze gdy wyprzedzam auto jadące 130 km/h na prawym pasie, ja na liczniku 145 km/h (bo znów cwaniakuję „na błąd licznika” – jakby te 5 km/h zrobiło różnicę w mojej podróży) a za mną siedzi „na zderzaku” zniecierpliwiony kolejny cwaniak i jeszcze pogania światłami. To ile ja mam jechać, pytam się? Jesteśmy nauczeni wyprzedzania na drogach jednojezdniowych – jak ktoś jedzie przepisowe 90 km/h to przecież jest za wolno. Gaz do dechy, zmieniam pas, rozbujam się do 120 a nawet 140 km/h i wracam na prawy pas i gnam bez opamiętania dalej, byle szybciej, byle do przodu… Nie przenośmy takiego wyprzedzania na drogi szybkiego ruchu.

Rowerzysta też cwaniak

Niedawno się dowiedziałem, że rower ma swoją naturę ruchu i nie jest ekonomiczne jego ciągłe zatrzymywanie się i przyspieszanie (to w kontekście ruchu w mieście). No tak, z samochodami jest tak samo przecież. A skoro tak, to na czerwonym świetle sobie śmignę na chodnik i za skrzyżowaniem (jeśli będzie mi po drodze) zjadę znów na jezdnię. Albo przejadę po prostu „na czerwonym”, bo przecież nikt nie patrzy, nikt inny nie jedzie, to co ja będę tu stał jak taki idiota.

Droga dla rowerów to też przecież musi mieć jakieś standardy! A jak rowerzysta widzi, że ta nie spełnia (w jego mniemaniu) standardów to sobie pojedzie jezdnią. Wjazd na DDR jest trudny do wykonania (bo trzeba zwolnić)? A to będę udawał, że nie widziałem znaków. Widzicie – znów cwaniactwo.

Jak to wszystko zmienić?

No to jak – wkurzają Cię rowerzyści którzy nie respektują przepisów? Wkurzają Cię kierowcy innych aut którzy jadą szybciej niż można? Pewnie chciałbyś im zwrócić jakoś uwagę. Na rowerzystę łatwo jest zatrąbić, krzyknąć coś przez otwarte okno (a rowerzysta i tak tego nie usłyszy z powodu szumu wiatru i opon). To dlaczego nie trąbisz na kierowców co jeżdżą szybciej niż to dozwolone? Bo przecież sam często to robisz! Ale nie zawsze robisz to dla tego, że chcesz. Czasami po prostu łamiesz się pod presją innych. To takie „prawo stada”. Dlaczego np. w Hiszpanii jadąc autostradą z prędkością 125 km/h (ograniczenie do 120) po krótkiej chwili zaczynam czuć się dziwnie i nieswojo? Bo nikt inny tego nie robi! Bo jako jedyny wyróżniam się z tłumu i inni wytykają mnie palcami, wyśmiewają, obrażają. A w Polsce? Jedziesz przepisowo i to Cię wyróżnia. To powoduje że stajesz się pośmiewiskiem. To jest absurd w najczystszej postaci.

Zacznij od siebie!

Teraz nie zrozum mnie źle – nie namawiam do trąbienia na wszystkich co jadą nieprzepisowo. Wręcz przeciwnie – odradzam takie zachowanie, bo rodzi ono niepotrzebną agresję. Od zwracania uwagi, pouczania i karania jest policja – zostaw to im. Tak, wiem – jest ich wciąż mało. Ale nie stwarzaj zagrożenia dla siebie i nie narażaj innych. Najlepsze co możesz więc zrobić to zacząć po prostu od siebie samego. Zacznij zmianę od swojego zachowania. Nie ulegaj presji, bądź przykładem dla innych i pokaż, że można i że TO właśnie jest normalne.

Wakacje już się zaczęły. Niech mapa ze zdarzeniami drogowymi w których giną kolejne osoby przestanie się zapełniać. Każdy z nas ma na to wpływ, wystarczy to zrozumieć.

Jeśli zgadzasz się z moim zdaniem, jeśli chcesz dawać przykład innym – udostępnij proszę ten wpis. Dzięki temu możesz przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa na naszych drogach.

Image by Alexas_Fotos from Pixabay

One Comment

  1. Ja właśnie na drodze zachowuję się tak, jakbym chciał być traktowany przez innych. Tak samo, gdy prowadzę samochód – ostrożnie zachowuję się w stosunku do pieszych, do rowerzystów, to ważne 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.