Skip to content

Zrozumieć Ultra. Karpacki Hulaka, czyli 680km i 10570m na rowerze

Na tym blogu jeszcze tego nie jechali! Karpacki Hulaka – czyli jeden z tych maratonów podczas których metry w górę liczą się szybciej niż kilometry do przodu. Jednocześnie jest to wpis którym rozpoczynam współpracę z osobami chcącymi podzielić się swoimi przeżyciami podczas maratonów ultra. Poznajcie więc Krzysztofa – chłopaka, który od dwóch lat jeździ na szosie a z dystansami ultra jak dotąd miał niewiele wspólnego. Zapraszam do wciągającej lektury, a kto nie lubi czytać – do filmu, do którego link znajdziecie na końcu wpisu. Oddaję głos Krzyśkowi.

A może by tak…?

Nie jestem Ultrasem, rzadko robię treningi powyżej setki, jeżdżę na rowerze nieco ponad dwa lata i ścigam się raczej na pagórkach lub płaskich szosach. Ale… W lutym dowiedziałem się od swoich kolegów – rasowych ultrasów – o Karpackim Hulace, bodaj najtrudniejszym, lub jednym z najtrudniejszych Górskich Maratonów w Polsce. Od tego momentu zacząłem o nim myśleć w kategorii swoistego życiowego wyzwania. Może by tak spróbować?

Karpacki Hulaka

No właśnie, trasę wyznaczasz sobie sam. Musi ona przebiegać przez 7 obowiązkowych punktów (szczytów przełęczy lub gór) oraz dwa kilkudziesiecio kilometrowe segmenty. Organizatorzy zaplanowali punkty kontrolne w ten sposób, że dojazd do nich to tak naprawdę kolejna walka z podjazdami. Limit czasu na przejechanie trasy to 50 godzin. Trzeba kręcić – nie ma wyjścia.

Godzina 0

Ruszamy o 5:15 z Krakowa (miejsce startu/mety). Nasze liczniki pokazują że do zrobienia mamy niecałe 700 km i prawie 11 tyś. metrów w pionie. Upał, temperatura grubo powyżej 30 stopni, w takich warunkach zaliczamy pierwszą górkę – Łysinę. Ponad trzykilometrowa ściana z nachyleniem dochodzącym do 20%.

Kolejny przystanek to słynna Równica w Ustroniu, ale po drodze trzeba było wspiąć się na równie długi, choć lżejszy Salmopol. Na liczniku 150 km i 2000 metrów w pionie. Temperatura i prawdopodobnie złe nawodnienie powodują pierwszy poważny kryzys. Chwila oddechu, uzupełnienie cukrów i elektrolitów. Próbujemy. Trzy godziny później „wracam do siebie”. W tym czasie zaliczyliśmy trzeci punkt kontrolny – Trójstyk, po drodze „młynkując” pod Kubalonkę, Istebną i Koniaków. Lecimy w stronę kolejnego punktu przełęczy Glinne a słońce zdaje się być coraz niżej. Nasz plan wspięcia się na 1400 m.n.p.m przed zachodem do Doliny Rohackiej powoli się oddala. Zmęczenie narasta. Koło godziny 21 robimy postój na kolację. Ładujemy liczniki, telefony i pędzimy w stronę przełęczy Zubrzyckiej. Niestety, już po zmroku. W okolicy północy ręce zaczynają coraz bardziej drętwieć, nogi jakby już trochę z waty. A Wahoo pokazuje „dopiero” 290 km. 3:30 dojeżdżamy do podnóża doliny Rohackiej.

Krzysztof Żebro podczas maratonu „Karpacki Hulaka”. Podjazd pod Kubalonkę.

Na horyzoncie majaczy burza

Jechać? Czy nie jechać? Zdążymy przed burzą czy nie ? Milion pytań, kolejne chwile zwątpienia na krótkim postoju. Jedziemy. Na szczycie jesteśmy o wschodzie. Zjeżdżając, spadają pierwsze krople deszczu. Zatrzymujemy się w pobliskim pensjonacie, bo burza i rzęsisty deszcz skutecznie przerywają nam jazdę. Godzina, dwie… A może by się tak wycofać? Ile będziemy tu siedzieć? Czarne myśli coraz bardziej uderzają. W końcu ruszamy. Wydostajemy się z Rochaczy w okolicach godziny 9. Duża obsuwa – ale może się uda. Niestety narastające zmęczenie powoduje coraz niższe tempo oraz częstsze postoje. Za nami 6 punktów kontrolnych – czas na pierwszy z segmentów, który jest pomieszaniem Tatry Road Race z Tour de Pologne. Ściana za ścianą, czyli Podhale w pigułce. 380 km i ponad 6000 metrów wzniosu za nami. Tętno już zdaje się nie współpracować. Ciężko zmusić serce do bicia szybciej niż 135 uderzeń na minutę. Jest godzina 16 w sobotę, a przed nami ostatni z punktów kontrolnych – przełęcz Wyrębiska. Za nim do niej dotrzemy musimy odhaczyć piękną przełęcz Knurowską i kilka sztywnych ścianek. Mimo iż powoli tracę czucie w dłoniach kręcimy i wspinamy się w dosyć dobrym tempie. Na Wyrębiskach jesteśmy tuż przed zachodem słońca co oznacza jedno – drugą noc na rowerze.

Zapada zmrok, nasze organizmy zaczynają płatać figle. A do mety zostało jakieś 180 kilometrów prowadzących po pięknych sztywnych asfaltach Myślenickiej ziemi. Robienie podjazdów po zmroku to dodatkowe utrudnienie, trzeba zachować większą koncentrację również na zjazdach. Turlamy się coraz wolniej i wolniej. Po wcześniejszej dwukrotnej walce ze skurczami „dwójek” przychodzi czas na kolana. Siadają. Niestety zaczyna mocno kłuć. DNF? Szkoda by było. Już tyle ujechane. Tętno nie wychodzi ponad sto uderzeń na minutę. Na każdych zjazdach „zasypiamy” na rowerach. Coraz ciężej. Termometr pokazuje 11 stopni. Próbujemy się toczyć z nogi na nogę wypatrując wschodu słońca. Kończąc drugi segment na podjeździe pod Bieńkówkę widzimy pierwsze promienie słońca, kóre jednocześnie spowodowały u mnie kryzys totalny. Agonia. 4:30 nad ranem. Zostało 30 km. Stoję na stacji i śpię na stojąco. Moi kompani podróży mówią do mnie a ja nie daję rady odpowiedzieć. A może jednak DNF…? Zadzwonię po kogoś. I jadę do domu. Po chwili wciskam ostatni żel i próbujemy już dojechać do mety w Krakowie. Już nikt raczej nic nie mówi, każdy myśli o kilometrze zero. Godzina 6:40 – Docieramy.

Czy Piekło może być piękne?

Udało się! Nie będąc ultramaratończykiem dojechałem i ukończyłem. Czy było warto? Oczywiście! Poznałem bardzo dużo nowych ciekawych podjazdów, widziałem piękne krajobrazy o wschodzie i zachodzie. Myśląc o takim dystansie i trudności trasy musisz się liczyć z tym że będzie boleć. Musisz wiedzieć że będzie kilka kryzysów które trzeba przetrzymać. Najlepiej mieć ze sobą kogoś kto będzie obok ciebie (pozdrowienia dla Seweryna i Przemka) – przynajmniej jeśli jedziesz pierwszy raz. Trzeba zapakować mnóstwo silnej woli i liczyć że nie zdarzy się żaden większy defekt.

Wnioski

Wnioski są takie, że jadąc swoim tempem, odpowiednio się żywiąc i nawadniając jesteś w stanie zrobić dużo więcej niż często Ci się wydaje.

Zapraszam na film: Karpacki Hulaka 2019 – 680km / 10570m – czy Piekło może być piękne?

Krzysztof Żebro

Be First to Comment

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.