Skip to content

Kolarze na drodze – o czym zapominamy?

Przeszło rok temu pisałem o tym czy da się bezpiecznie jeździć na rowerze w otwartym ruchu drogowym. Artykuł pisałem z perspektywy rowerzysty jadącego samodzielnie. Dzieliłem się wskazówkami, które mają pomóc każdemu poczuć się pewnie na jezdni. Dzisiejszy artykuł będzie zupełnie inny. Może Cię zdziwić dalsza część artykułu, bo wkładam kij we własne mrowisko. Biję się także w pierś, gdyż sam brałem udział w nagannym zachowaniu nas wszystkich – kolarzy. I przewrotnie może też Ciebie zdziwić fakt, że tym artykułem chcę wykazać o czym zapominają kolarze na drodze aby zadbać o swoje własne bezpieczeństwo. Zapraszam na felieton.

Zacznijmy od początku

Czasami moim oczom ukazuje się wydarzenie na Facebooku skierowane do początkujących kolarzy. Czytając opis otwartych treningów widzę powielany schemat jak przepis na ogórki małosolne:

Zapraszam na kolarską ustawkę, która pozwoli Wam zapoznać się z zasadami jazdy w peletonie.

Zapraszam na rowerowe ustawki wszystkich, którzy nie mają dużego doświadczenia w jeżdżeniu w grupie i chcieliby nabrać pewności siebie na rowerze szosowym.

Przedstawione poniżej zasady podczas sobotnich treningów obowiązują nas po to, żeby było bezpiecznie, kilometry miło uciekały, żebyście obyli się z regułami obowiązującymi podczas jazdy w grupie, no i sprawa najważniejsza, żeby po prostu była frajda

Przytoczone powyżej cytaty to wycinek treści publikowanych przez organizatorów różnych inicjatyw. Jeśli w tym wpisie odnajdujesz swoje słowa to mam nadzieję, że spojrzysz na dalszą część artykułu obiektywnie i pobudzę do perspektywicznego myślenia zarówno organizatorów takich wydarzeń jak i samych uczestników.

Zasady jazdy w peletonie kolarskim na drodze

W powyższych cytatach dopatruję się powielanego schematu jakim jest nauka jazdy w peletonie. Czyli komunikacja wśród grupy, sygnalizowanie dziur i innych niebezpieczeństw. Nierzadko w program „szkolenia” wchodzi także umiejętność schodzenia ze zmian.

Nie neguję konieczności takich szkoleń bo są one potrzebne tak samo jak kminek do kapusty. Wspomniane elementy definitywnie poprawiają wzajemne bezpieczeństwo i podnoszą komfort wspólnych wypadów. To jednak wciąż nie jest sedno tego artykułu, bo chyba wszyscy już się nauczyli komunikacji w peletonie

Ale kolarze na drodze zapominają o innych, ważnych kwestiach.

Zaczynając przygodę z kolarstwem szosowym, chcąc bezpiecznie jeździć w grupie uczysz się rzeczy o których nikt nie napisał w jakimkolwiek obowiązującym rozporządzeniu czy ustawie. Przypadek? Zwróć uwagę, że ciągle powtarzam jedno słowo: BEZPIECZEŃSTWO. Jeśli zależy Tobie na poczuciu wspomnianej ochrony (bądź co bądź – pozornej – w ruchu drogowym), zrób to kompleksowo. Przestudiuj kodeks ruchu drogowego! Ogólnie zgodzę się, że niewielka część przepisów jest – delikatnie mówiąc – jak wczorajsza jajecznica. Dajmy na to np. obowiązek zatrzymania się rowerem szosowym przy znaku „STOP”. Z pozoru prosta sprawa, sprawiająca nierzadko kłopot nawet kierowcom aut osobowych (ale zostawmy ich dzisiaj w spokoju). Konieczność wypięcia się z pedałów zatrzaskowych w takim miejscu bywa frustrująca. Choć wolę to, niż konieczność przecinania co kilkaset metrów jezdni wzdłuż której mam obowiązek jazdy po równoległej drodze dla rowerów.* Np. nakaz poruszania się po drogach dla rowerów przez licencjonowanych zawodników. Temat rzeka – przechodzę więc do sedna.

Kolarze na drodze nie dzielą się na małe grupy!

I to jest niezaprzeczalny, smutny fakt w którym sam uczestniczyłem. Musiało sporo wody w rzece upłynąć abym zrozumiał, że jazda w zbyt dużej grupie kolarzy w otwartym ruchu drogowym stanowi duże zagrożenie. I dotyczy tylko nie tylko kolarzy. Postanowiłem to wypunktować poniżej:

  1. Trudności przy wyprzedzaniu: czy zdarzyło Ci się kiedyś wyprzedzać samochodem ciężarówkę? Piętnaście rowerów jadących gęsiego zajmuje długość około 21 metrów. To o 5 metrów więcej niż klasyczny ciągnik siodłowy z naczepą.
  2. Kierowcy mają problem ze znalezieniem miejsca na drodze, które umożliwi wyprzedzenie tak długiej kolumny pojazdów (rowerów).
  3. Błędna ocena długości wyprzedzanej kolumny rowerzystów może doprowadzić do:
    • czołowego zderzenia z pojazdem jadącym z przeciwka
    • zepchnięcia rowerzystów na pobocze
    • rozdzielenia grupy
    • gwałtownego hamowania wszystkich pojazdów
    • i generalnie armagedonu jak po tryskającym soku z buraków po otwarciu szczelnie zamkniętej butelki.

Nie wiem jak dla Ciebie, ale do mojej wyobraźni najbardziej dociera porównanie długości kolumny 15 rowerzystów z długością klasycznego „TIR-a”. Dlatego nie bez powodu ustawodawca w art. 32 ust. 1 pkt. 2 Ustawy z dnia 20 czerwca 1997 roku „Prawo o ruchu drogowym” wskazał, że maksymalnie dopuszcza się 15 rowerów w zorganizowanej kolumnie. Patrząc na te długości to i tak jest to ukłon w stronę rowerzystów. To teraz wyobraź sobie że w grupie jedzie nie 15 a 30 osób – to jest długość równa trzem „TIR-om”!

Brak „samca Alfa”?

Kolarze na drodze w ilości większej niż 15 rowerów w grupie? Conajmniej kilka razy zdarzyło mi się uczestniczyć w takim „zgromadzeniu”. Zawsze było super – duża grupa oznacza rzadkie wychodzenie na zmiany, czyli luźna jazda z wysoką prędkością. Niestety nie zdawałem sobie sprawy z tego, że na drodze są też inni uczestnicy ruchu drogowego. To znaczy wiedziałem że są, ale nie wykazywałem się empatią. Mają oni takie samo prawo do korzystania z tej drogi co my. I mają prawo jechać szybciej od nas, rowerzystów.

Ja nie należę do osób o charakterze znanym z postaci np. Tomka Sawyera. Ale często zdarzało się, że w grupie dało się zauważyć osoby o zdolnościach przywódczych. Niestety fakty są takie, że NIGDY nie znalazł się ten odważny, który powiedziałby:

Hej! Rozdzielmy się bo jest nas za dużo!

Znacznie częściej był to jakiś „cwaniak” co lubi „heheszkować”, niestety. Wniosek z tego taki, że tu nie „samiec Alfa” jest potrzebny. Może winne są nasze super-kolarskie-wszystko-mające-komputerki rowerowe? No bo one za nas dokonują super zaawansowanych obliczeń matematycznych… Jeśli z tego powodu podczas jazdy rowerem zapominamy o tym, co wynieśliśmy z lekcji matematyki w szkole podstawowej, to ja poproszę producentów Garmina i Wahoo o wprowadzenie liczydła kolarskiego (tj „do piętnastu odlicz”)!

Uczestniku – weź odpowiedzialność!

Liczę na to, że po przeczytaniu tego wpisu każdy z uczestników kolarskich ustawek, rajdów czy po prostu wspólnego kręcenia ze znajomymi będzie już potrafił odliczyć do 15. I że każdy będzie potrafił powiedzieć „jest nas za dużo!”. Oraz, że wszyscy się zgodzą, że należy się rozdzielić. Przy tym wszystkim pamiętaj o minimalnym dystansie 200 metrów między grupami. Choć z praktycznego punktu widzenia zalecam większe odstępy (aby uniknąć kumulacji na skrzyżowaniach).

Mam także nadzieję, że organizatorzy różnych otwartych wydarzeń zaczną zwracać większą uwagę na liczebność uczestników i że będą konsekwentnie dbać o formowanie małych grup. Przykładem godnym naśladowania jest Ministra Kolarstwa.

Nie chodzi mi o scedowanie odpowiedzialności na organizatorów. Ale jeśli już się podejmują inicjatywy, to oczekuję aby z ich strony wybrzmiał obowiązek jazdy w małych grupach. Bo to wszystko jest w trosce o nasze – kolarzy – bezpieczeństwo. Jak wyjdzie to w praktyce? Sam będę miał okazję się przekonać podczas wspólnego zwiedzania Kaszub na rowerze w dniu 27 czerwca 2020 roku, na które zapraszam!

Życzę nam wszystkim, abyśmy za kilka lat mieli opanowaną sztukę samodzielnego podziału na grupy tak samo jak dzisiaj we krwi mamy pokazywanie dziur. Wierzę w to, że dzięki temu my będziemy czuli się bezpieczniej, a kierowcy choć trochę nas polubią. Ja natomiast deklaruję, że od dzisiaj nie będę jeździć w grupie liczącej więcej niż 15 rowerów oraz będę namawiać grupę do rozdzielenia się.

Przyłączasz się?

Mnie samemu ciężko będzie cokolwiek zwojować. Ale wiem, że kolarskie środowisko potrafi się zjednoczyć (co już nie raz było zauważone). Dlatego jeśli się zgadzasz ze mną i popierasz inicjatywę, udostępnij ten artykuł dalej. Rozmawiaj ze znajomymi. Promuj kulturę na drodze i poszanowanie przestrzeni dla innych. W grupie siła!

Post scriptum

Narzekam na kierowców samochodów, że jeżdżą za szybko i wyprzedzają w sposób niebezpieczny. Jeśli oczekuję od nich aby się opamiętali, to muszę zacząć od siebie. Będę minimalizować sytuacje w których miałbym dawać kierowcom powody do wystawiania niepochlebnych opinii kolarzom.

*żeby nie wprowadzać w błąd: zatrzymywanie się przed znakiem STOP-u jest dla naszego bezpieczeństwa i należy ten przepis przestrzegać.

3 komentarze

  1. Cenne uwagi, jestem zarówno rowerzystą jak i kierowcą więc wiem co to znaczy po obu stronach, staram się być wyrozumiały w obu kwestiach, ale czasami krew zalewa 🙂 niemniej – bezpieczeństwo przede wszystkim.

    • Krzysztof, dzięki za Twój komentarz. Także jestem kierowcą. Sytuacji na drodze jest bardzo wiele – tyle ile ludzi, tyle sytuacji.
      Najważniejsze abyśmy traktowali siebie z szacunkiem. Musimy zrozumieć, że wzajemne obrzucanie się i wyliczanie przez rowerzystów popełnionych błędów kierowców (i vice-versa) nie prowadzi do poprawy sytuacji. Jedyne co możemy zrobić to my – rowerzyści – rozmawiajmy w swoim środowisku o tym co możemy zrobić abyśmy byli bardziej lubiani, a kierowcy w swoim środowisku niech rozmawiają o tym co mogą zrobić aby było mniej konfliktów.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.